Niekonwencjonalny sposób ochrony pomidora.

SAMSUNG

Był w niedzielę mój honorowy Komentator. Sciąga czytelników wierszykami. Może cichaczem tworzy elitę? Obszedł moje plantacje wzdłuż i wszerz zbierając pomysły. Przyjął zaproszenie na grilla, chociaż w kolejce za mięsem nie dał sie skusić stać (on zrozumie co mam na myśli 🙂 ).

W zeszłym roku moje pomidory i wielu sąsiednich ogrodników nie mogły pochwalić się obfitością owocowania. Swoje musiałam zerwać w odpowiednim momencie, zanim osiągnęły właściwy rozmiar. A kiedy już do niego dotarły, dostawały brązowych plam, pękały i gniły. Liście na wielu krzakach były poskręcane, brunatno-zielone. Myśle, że dopadła je pospolita zaraza ziemniaka. W tym roku spróbuje pryskać je mlekiem. Jest to metoda jedynie profilaktyczna. Więc należy zacząć wkrótce po wysadzeniu. Stosować co ok 10 dni, bo zakładam, że w takim tempie przyrasta roślina. Chodzi o to, żeby całą powierzchnię pomidora pokryć białym nalotem. To powinno utrudnić atak infekcji bakteryjnej lub wirusowej. Mleko rozrabia się takie prosto z lodówki w stężeniu 1 litr mleka / 10 litrów wody. Nie polecam pryskania warzyw w folii, bo taki nalot nagrzany w słońcu przyjemnej woni zapachu nie wytwarza. Pryska sie do czasu pojawienia się owoców. Podobno stosuje się taki roztwór również na ogórkach, żeby zapobiec szybkiemu zżółceniu się liści. A wiadomo, że im lepsze liście tym lepsze owocowanie. Czytałam, że jest to dobrą odżywką do podlewanie dla domowych paproci, żeby dodać im intensywności koloru. Zastosuję to już w tym tygodniu, użyję mleka tłustego.